wtorek, 19 września 2017

Kacprem, który się zabił mógł być każdy z nas



Rzadko płaczę, ostatnio właściwie już wcale, ale od wczoraj nie mogę przestać myśleć o zdarzeniu, które porusza tak bardzo, że nie sposób powstrzymać łzy. Wszyscy chyba słyszeliśmy o historii 14-letniego Kacpra, który nie wytrzymał nagonki „kolegów” i odebrał sobie życie. „Koledzy” nie mogli przejść do porządku dziennego nad jego orientacją. Dopiekli mu tak bardzo, że nie wytrzymał. 14 lat. Dosłownie wszystko było przed nim. Miłość, rozczarowanie, randki, motyle w brzuchu, kłótnie z chłopakiem i godzenie się. Matura, studia, studenckie życie. Wszystko. W jego życiu nie wydarzy się już nic. Bo trafił na bandę kretynów, którzy postanowili mu to życie uprzykrzyć. Wszystko wskazuje też na to, że trafił też niestety na nauczycieli, którzy nie umieli czy może nie chcieli mu pomóc.

Usłyszałem dziś zdanie, że przecież każdy ma jakieś problemy w szkole, ze każdy z nas albo był popychałem, albo widział kogoś, z kogo reszta klasy się śmiała i nikt się jakoś nie wieszał. Może i się nie wieszał. Całe szczęście, że się nikt nie wieszał, ale wcale nie trzeba się wieszać by po takiej szkolnej traumie do końca życia mieć zaniżone poczucie własnej wartości i bać się własnego cienia. Znam takie osoby. I kto wie czy niebyłym jedną z nich, gdyby nie odpowiedzialni i rozsądni dorośli, których spotkałem na swojej drodze? To oni – gdy miałem mniej więcej 14 lat i zacząłem domyślać się co jest grane – nie tylko stanęli w mojej obronie, ale też wyposażyli mnie w narzędzia, którymi dałem odpór niemal wszystkiemu i wszystkim, którzy na mnie czyhali. A szczególnie na początku szkoły średniej była to całkiem spora grupa. Dorośli, o których piszę przekonali mnie, że mogę być nawet kosmitą, że to moja sprawa, a resztę świata powinno to mało obchodzić. Uwierzyłem im wtedy. I dzięki nim jestem tym kim jestem. Szkoda, że Kacper nie miał tyle szczęścia co ja lub co Wy. Geje, którzy kiedyś złapali się na tym kim są, a dziś czytają mój wpis. Kacper zamiast rozmowy, wyciągniętej ręki prawdopodobnie zderzył się ze ścianą. A wszyscy przecież wiemy, że nie trzeba było robić nic wielkiego. Wystarczyło z nim porozmawiać, a hołotę porządnie nastraszyć. Choć, jak pamiętam swoje perypetie, to w krytycznej sytuacji wystarczyła mi rozmowa i świadomość, że nie jestem sam. Dziś, podobno, szkoła Kacpra udaje, że nic się nie stało. Problemu jak nie było, tak nie ma. Otóż nie drodzy państwo. Problem jest. I jeśli prawdą jest to, o czym piszą media. Jeśli prawdą jest, że zostawiliście chłopaka samego sobie to prawdziwe z was mendy. Bo zamiast udawać, że nic się nie stało powinniście posypać głowy popiłem i publicznie napiętnować tych, którzy doprowadzili waszego Ucznia do ostateczności. Nie bardzo się na tym znam, ale chyba właśnie na tym polega wychowanie. Że jest jasny system nagród i kar. W mojej, prowincjonalnej, szkole tak było. Wy najwyraźniej schowaliście głowy w piasek. I wtedy i teraz. Nie każdy uczeń to psychika ze stali, nie każdy umie sobie poradzić z tym, że ktoś nie akceptuje i wyszydza inność. Miałem w klasie koleżankę, której szybko urosły piersi. Kolegom przyszło oczywiście do głowy, by się z niej śmiać. Ale pomysł został ubity w zarodku. I chwała za to moim nauczycielom. Chwała im za to, że nauczyli nas szacunku do siebie. W podstawce było nas w klasie blisko 30. I był to naprawdę zbiór osobliwości i osobowości, które się po prostu szanowały. Później – przez chwilę - było gorzej, ale wtedy byłem już wyposażony w prawdziwy arsenał narzędzi obronnych i umiałem z nich korzystać. Kacper ich nie dostał . A taka jest do kurwy nędzy rola odpowiedzialnego nauczyciela. By nauczyć szacunku, zauważać jego brak i reagować. Dlaczego w gimnazjum Kacpra nie było reakcji? Dlaczego hejt zabił chłopaka, który mógł wszystko?

Myślę dziś o Kacprze i jego rodzinie. I proszę Was z całego serca. Reagujcie na ludzka krzywdę. Zawsze i wszędzie. Bo – choć zabrzmi to pompatycznie – to od nas zależy w jakim świcie żyjemy. Bo takim Kacprem mógł być każdy z nas. I wiecie, że mam rację...

niedziela, 18 czerwca 2017

Niech geje i lesbijki podłączą się grupowo pod prąd!

Staram się nie czytać komentarzy pod linkami na Facebooku. Głównie dlatego, że produkują je ostatnio tzw. trolle internetowe czyli osoby opłacone przez różne środowiska. Trolle mają za zadanie zalewa FB i inne media społecznościowe i wytworzyć w ten sposób wrażenie, że cała opinia publiczna jest przeciw komuś czy czemuś, że wszyscy jednoznacznie oceniają coś lub kogoś. Ponoć za jeden wpis można zostać 50 groszy, a jeśli troll wykazuje się inwencją, czyli jest w stanie dać od siebie coś więcej niż wymyślony przez zamawiającego przekaz, wynagrodzenie może poskoczyć nawet do 1,50 zł. Właśnie dlatego olewam komentarze (same newsy coraz częściej też, bo w sieci pączkuję tzw. fake newsy - czyli obrzućmy kogoś gównem, a nuż się coś przylepi). Ostatnio jednak złamałem swoją zasadę i zerknąłem na komentarze pod linkiem wrzuconym przez portal NOIZZ.pl. Artykuł dotyczył portugalskiego ślubu Jakuba Kwiecińskiego i Dawida Mycka, znanych szerzej jako Jakub&Dawid. Przeczytałem te komentarze i zaniemówiłem. Oto, nie wiedzieć kiedy, Polska znów znalazła się w średniowieczu. 

Tekst jest naprawdę niewinny i sympatyczny. Oto dwóch kochających się chłopaków pobrało się. Za granicą, bo w Polsce nie wolno, to byłby zamach na jedność rodziny. Można by było przejść obok tego zupełnie obojętnie, ale nie Polacy! Polacy musieli wydać z siebie szereg opinii, z których dowiedziałem się, że homoseksualizm to choroba, że (jako gej) jestem zboczony, że geje powinni próbować coś robić ze swoimi skłonnościami, że przez takich jak ja wymrze ludzkość, że trzeba tworzyć normalne życie, rodzinę i miłość, że (pisownia oryginalna) „Trzeba tworzyć NORMALNE życie, rodzinę, miłość, dzieci a nie związek lesbijek czy geji.”. A także, że „Można pobajerowac pobawić się jeśli faktycznie komuś się podoba osoba płci tej samej ale nie odrazu związek, małżeństwo!!!” - czyli, że generalnie to fajne w domu, po kryjomu, ale, że gej ma czelność wyjść na ulicę to już zupełnie nie jest do przyjęcia! A jeden pan pisze nawet: „Chłopak, dziewczyna-normalna rodzina. Jestem nietolerancyjnym Polakiem i jestem z tego dumny.” Polecam przyjrzeć się „normalnej” męsko-damskiej rodzinie radnego PiS z Bydgoszczy. Jeśli to, jak funkcjonowała tamta rodzina jest normalne, to ja wolę być wzorem wynaturzenia i nienormalności. W moim świecie nie ma miejsca na przemoc i poniżenie. To taka moja mała nienormalność. Dorzucę jeszcze, że jeden Pan napisał „Do psychologa, nie do oltarza.” Jeśli na biologii uważał tak samo jak na polskim, gdy uczono ortografii lub na informatyce, gdy pan mówi, że jak komputer pokreślą coś na czerwono, to znaczy, że jest tam jakiś błąd, to wcale się nie dziwię, że inteligencja pozwala pisać publicznie takie bzdury. Pomijam fakt, że o w przypadku Kuby i Dawida ołtarza nie zauważyłem. 

Jeden z moim ulubionych komentarzy brzmi tak: „Szkodzą samym sobie. Powinni zaradzić takiej skłonności a nie ją pielęgnować.” Drogie lesbijki, drodzy geje, drodzy biseksualiści. Proponuję byśmy wyszli naprzeciw oczekiwaniom tego młodego człowieka i grupowo podłączyli się pod prąd! Tak kiedyś leczono homoseksualizm. Może nam pomoże? A jeśli nie pomoże, że lesbijki proponuję gwałcić do momentu aż się nie nawrócą, a gejom parzyć jądra w ukropie, albo tłuc je kijem baseballowym. No do cholery! Jakieś lekarstwo musi być na ten obrzydliwy homoseksualizm!


Naukowcy od lat mówią: „Homoseksualizm to nie choroba”, a prawdziwy problem to homofobia. Napisałem trzy książki. (KUP "Geja w wielkim mieście" i "Chyba strzelę focha!" TUTAJ ) A właściwie cztery, bo trzecia część „Geja w wielkim mieście” jest właściwie ukończona. Za cel wziąłem sobie pokazanie w nich ludziom, że gej to nikt straszny, że homoseksualizm to po prostu cecha, na którą nie ma się wpływu i do której otoczenie powinno przejść właściwie obojętnie. Chciałem pokazać, że gej też chce kochać, a miłosne czy życiowe porażki przeżywa tak samo. Pragnąłem pokazać, że gej chce i musi być traktowany tak samo jak chłopak czy dziewczyna hetero. I naprawdę miałem wrażenie, że wspólna praca polskiej społeczności LGBT nad tymi sprawami przynosi efekty. Miałem. Do chwili przeczytania tych komentarzy. A jeszcze bardziej zabolał mnie fakt, że bez żenady pisały je osoby młode, w tym uczniowie. Osoby, które urodziły się już w czasach, gdy słowa „gej”, „lesbijka” czy „związek partnerski” nie były słowami zakazanymi. I ten radykalizm młodego pokolenia przeraża mnie chyba najbardziej... 

poniedziałek, 8 maja 2017

Wolność Słowa wg NaTemat



Jakiś czas temu dostęp do swojego Facebooka zablokowała mi pani poseł Krystyna Pawłowicz. Za co? Za to, że próbowałem merytorycznie dyskutować. Dziś odkryłem, że możliwość dodawania komentarzy odebrał mi także portal NaTemat. Ten sam, który jeszcze w sobotę wyrywał sobie serce z piersi walcząc o wolność. Ten sam, który od półtora roku bezlitośnie (i słusznie) wytyka PiS kneblowanie mediów publicznych. I w imię tej właśnie wolności postanowiono ucz uszyć mnie, gejowskiego pisarza, który z PiS ma tyle wspólnego, co słonica z warszawskiego ZOO z baletem. Domyślać się tylko mogę, że poszło o … dziennikarski obiektywizm.  


Zanim doszło do próby uciszenia mnie popełniłem kilkanaście komentarzy pod przeróżnymi postami na FB portalu NaTemat. Dotyczyły ode głównie podejścia dziennikarzy tego medium do komentowania bieżących wydarzeń na scenie politycznej. Głównie tych dotyczących spięć na linii Platforma Obywatelska-Nowoczesna. Zauważyłem i wytykałem NaTemat, że ich relacjonowanie świata jest nie do końca prawdziwe. Ośmieliłem się pisać posta o tym, że nieustannie dyskredytują partię Petru i jego samego, a tym samym manipulują przekazem. Bo czymże innym jest rozkładanie jego wypowiedzi na atomy i szukanie w nich WPADKI, którą można wrzucić do tytułu? A kto jak kto, ale dziennikarze NaTemat dobrze wiedzą, że 90% ich czytelników zapoznaje się jedynie z tytułem newsa, nie zadają sobie trudu, by przeczytać lead, a co dopiero cały tekst i wyciągnąć wniosek, że z tą wpadką to jednak tak nie do końca. Każdy kto czytuje NaTemat wie, że portal ten otwarcie opowiada się za Platformą Obywatelską i bez wstydu uczestniczy w dożynaniu Nowoczesnej sięgając przy tym po mało merytoryczne argumenty. A jeśli mało wymagający odbiorca trzy razy dziennie czyta, że Petru jest głupi i się skończył, to zaczyna wierzyć, że Petru jest głupi i się skończył. Przecież pan redaktor, człowiek wykształcony, oczytany, umiejący oddzielić ziarno od plew, nie może się mylić! Z litości dla NaTemat nie przypomnę autora słynnych słów, że „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.”

 Linia redakcji linią redakcji, ale do cholery! Nie można jedną ręką jechać po „Wiadomościach” TVP, a drugą dopuszczać się tworzenia tak samo alternatywnej rzeczywistości. Tylko zamiast na cześć PiS pisać peany ku chwale PO i rzygać na Nowoczesną, która WCIĄŻ jest dla PO poważną konkurencją. Bo gdyby nie była NaTemat tak gorliwie i systematycznie  by jej nie podduszał. Szczytem bezczelności był dla mnie tekst, którego esencją było zdanie, że Nowoczesna jest PRZESZKODĄ w budowie sukcesu opozycji przeciw PiS. To jest jeszcze dziennikarstwo czy już polityczny PR jednej konkretnej partii?!?! Nie można w sobotę maszerować w imię obrony wolności i jednocześnie cenzurować dyskusję na własnym poletku. Nie można rozliczać kogoś z tego, czy mówi prawdę i samemu naciągać rzeczywistość. Dlaczego nie można? Bo traci się poważanie i wiarygodność, o ile można stracić ją jeszcze bardziej… 

Stało się z dziennikarstwem coś bardzo niedobrego. W ostatnich latach dziennikarze, z definicji osoby mające relacjonować fakty, zapragnęli je tworzyć. Doszło do tego, że jawnie zaczęli się opowiadać na poszczególnymi stronami politycznej barykady i bezrefleksyjnie agitować za konkretnymi partiami. To nie jest dziennikarstwo, to propaganda. A propaganda, to propaganda. Bez względu na to, której strony sporu dotyczy. A ten, która uprawia propagandę  jest propagandzistą, nie dziennikarzem. I wzdryga mnie na myśl, że podejście do wolności (słowa) jest takie samo u p. Pawłowicz jak w NaTemat.

Powie ktoś, że też nie jestem obiektywny i za bardzo upominam się o Nowoczesną. Mi można, od miesięcy nie jestem już dziennikarzem, a po drugie - ważniejsze - jestem bardzo wrażliwy na hipokryzję i zakrzywianie świata. Szczególnie w mediach. Bo dziennikarstwo to misja, nie załatwienie prywatnych interesów i wtłaczanie ludziom do głów głupot. No i z natury. Gdy Dawid walczy Goliatem zawsze pomogę Dawidowi. Bo tak już mam, że wspieram słabszego lub tego, którego biją. Nie bijącego.

niedziela, 19 marca 2017

Nagroda dla organizacji leczącej gejów! Sami się leczcie!

Dzień bez fajerwerków w wykonaniu dobrej zmiany dniem straconym. Dobiegła mnie właśnie wiadomość, że w gmachu Ministerstwa Rozwoju odbyła się uroczystość wręczenia wyróżnień Ruchu Światło-Życie. Ruch nagrodził lubelską grupę Odwaga, czyli grupę osób, która twierdzi, że potrafi wyleczyć z homoseksualizmu. Jak wygląda taka „terapia” opisałem bardzo szczegółowo w mojej drugiej książce „Chyba strzelę focha!” KUP KSIĄŻKĘ "CHYBA STRZELĘ FOCHA!" TU. I dziś znów strzelam focha na to co się dzieje. Strzelam prawdziwego, wielkiego, wkurwionego focha! I powtarzam: z homoseksualizmu nie da się nikogo wyleczyć!!!


Homoseksualizm to nie choroba, a próby „leczenia” są niezgodne z jakąkolwiek nauką psychologiczną. To żerowanie na chłopaków, którzy nie są pogodzeni ze swoją orientacją. To mieszanie im w głowach, że robią coś złego. A przecież nie robią. Są trzy orientacje seksualne. Hetero- , bi- i właśnie homoseksualna. Wszystkie są sobie równe i żadnej nie da się z nikogo wyrzucić. Przypomnę, że kiedyś próbowano to robić jeśli nie wożeniem gejów do domów publicznych to podłączaniem ich do prądu. Do tego znów zmierzamy? Wszyscy nawiedzeni pseudonaukowcy, którzy – podpierając się wiarą – to robią działają na szkodę osób, którym usiłują prać umysły. Takie działania prowadzą do licznych depresji, do zaburzeń psychicznych, a w skrajnych przypadkach do prób samobójczych. Wszelkie próby uleczania gejów to psychologiczna hochsztaplerka i wmawianie – i tak walczącym ze sobą i pogubionym – ludziom, że niemożliwe jest możliwe, to sianie w nich złudnej nadziei i utrzymywanie ich w przekonaniu, że coś z nimi nie tak, że grzeszą. Nie wolno tego robić! 

Mężczyźni, których podobno Odwaga - i inne tego typu grupy - uleczyły w części faktycznie założyli "normalne" rodziny i spłodzili dzieci. Bo gej oczywiście potrafi spłodzić dziecko, jest bowiem mężczyzną z wszelkimi tego konsekwencjami. Jedak w myśl przysłowia, że ciągnie wilka do lasu nadal utrzymują sekretne stosunki z innymi mężczyznami, plują na facetów za pomocą czatów, Internetu czy gejowskich aplikacji randkowych. Wiem to na pewno! Wiedzą to też ich towarzysze w terapii. Terapii, która doprowadza jeśli nie do załamania nerwowego, to na pewno do definitywnego pożegnania się z Kościołem, który własnym autorytetem często firmuje te, wątpliwej jakości, przedsięwzięcia. Stają się zatwardziałymi antyklerykalistami. Chyba nie o tym w kontekście gejów mówi papież Franciszek?! A byli uczestnicy tych terapii, po opuszczeniu Odwagi i jej podobnych, latami korzystają z pomocy prawdziwych psychologów.

Dobra zmiano, zanim zaczniesz nagradzać pomyśl komu dajesz nagrodę. Bo ani Odwaga, ani prof. Chazan (także nagrodzony przez Ruch Światło-Życie ) nie niosą dobrej nowiny. Dla porządku dodam, że nagrodzono też panią Broszkę i pana Długopisa. Za co? Opatrzność raczy wiedzieć. Albo i nie... 

Sami się Państwo leczcie. Z głupoty!

wtorek, 28 lutego 2017

Jak bardzo przegiął Robert Biedroń mówiąc o orientacji J. Kaczyńskiego?

Szanuję Roberta Biedronia. Uważam, że dla polskiego ruchu LGBT zrobił więcej niż cała reszta razem wzięta, ale ostatnia wypowiedź prezydenta Słupska na temat Jarosława Kaczyńskiego była dla mnie niesmaczna. Przypomnę, że w Polsat News Prezydent Biedroń zasugerował, że szef PiS jest gejem. Nie podoba mi się to. Tak samo jak nie podołano mi się gdy mówił o Janusz Palikot, nie podobało mi się też „przypadkowe” wyoutowanie przed kamerami telewizyjnymi partnera Adama Z. , chłopaka oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. (Cały wpis tutaj). Nie podobały mi się sugestie Michała Piróga o związku z pewnym znanym piosenkarzem (Cały wpis tutaj). Jako gej uważam, że do powiedzenia światu o sobie każdy dojrzewa sam. Pomoc jest zbędna. Jedni robią to liceum, inni gdy wynoszą się z komu, a jeszcze inni nigdy. Nigdy nie ma w nich na tyle odwagi, by przyznać to po pierwsze przed sobą, po drugie przed światem. 

 foto: Newsweek

Nie tak dawno pisałem o tym, że życie prywatne polityka, ale również oczywiście każdego innego człowieka, to jego prywatna sprawa (o ile oczywiście nie popełnia przestępstwa). Nie można komuś mówi jak ma żyć, komentować z kim żyje, ani tego rozgłaszać.  Do życia prywatnego zaliczam też orientację i prawo do poinformowania o niej (zwłaszcza poformowania opinii publicznej) należy się zainteresowanemu lub zainteresowanej. Przypomina mi się jedno z wydania programu „Dzień Dobry TVN”, gdzie ówczesnej minister do spraw równouprawnienia wymknęło się imię i nazwisko (nieznanego wtedy szerzej) partnera Prezydenta Biedronia. „Jeśliby na przykład pan Śmiszek, kiedy wiadomo, że jest członkiem społeczności osób homoseksualnych, jest aktywistą Kampanii przeciw Homofobii i jest tajemnicą poliszynela, kto jest partnerem pana Śmiszka... „ - opowiedziała we wrześniu 2010 roku Radziszewska. Krzysztof Śmiszek powiedział „Gazecie Wyborczej”: „Nie kryję swojej orientacji seksualnej, ale to moja prywatna sprawa. Moje dobra osobiste zostały naruszone”. To co? Teraz prawa Jarosława Kaczyńskiego nie zostały naruszone? Moim zdaniem zostały. Dokładnie tak samo jak w 2010 roku pani Radziszewska naruszyła prawa dr Śmiszka. I wcale nie przekonywuje mnie, że zamiast konkretnego nazwiska Robert Biedroń użył określania wpływowy polityk głaszczący koty... To było słabe.

Nie jest zadaniem polityków mówienie o orientacji seksualnej innych polityków. W ogóle nie jest zadaniem jednych ludzi mówienie o orientacji czy życiu osobistym innych. Bez względu na zawód, pozycję społeczną czy cokolwiek. Powie ktoś, że Milcke pieprzy bzdury, przecież napisał „Różowe Kartoteki”, w których ważny prawicowy polityk przez całe życie, przed całym światem ukrywa swój homoseksualizm. (KUP TĘ KSIĄŻKĘ TU) Powie ktoś, że nawet postać na okładce „Różowych Kartotek” kogoś (według niektórych) przypomina. Powie ktoś, że tuz pod tytułem jest zdanie: „To historia fikcyjna. Ale podobna mogła się wydarzyć. Możliwe nawet, że się wydarzyła”. Z tym, że Milcke nie jest politykiem, Milcke jest pisarzem, w jakiejś – tylko sobie znanej - mierze zmyśla. I w pełni korzysta z licentia poetica. A polityka, szczególnie tak  świetnie rokującego jak Biedroń, wiele od pisarza różni.

Nie zgodzę się z twierdzeniem, że „skoro Jarosław Kaczyński rujnuje Polskę, to za karę zróbmy mu coming out na siłę”. Jarosława Kaczyńskiego nie należy karać takim postępowaniem poniżej pasa. Można to zrobić najpierw przez demokratyczne odsunięcie od władzy, a potem ewentualnie metodami przewidzianymi prawem. Wszelkie inne próby będą jeśli nie bezprawne to na pewno niemoralne. Czyli takie, którymi przeciwnicy PiS się brzydzą.

A co do plotek. Były, są i będą. Świat karmi się plotką. Czy nam się to podoba, czy nie. A nawet jeśli ten czy inny polityk lub ten czy inny człowiek jest gejem i dusi to w sobie przez kilkadziesiąt lat, udaje kogoś kim nie jest i jeszcze na – powiedzmy – antypatii do gejów buduje swoją pozycję to jest mi go bardzo, ale to bardzo żal. Ja bym zwariował.

Natomiast mój generalny stosunek do Roberta Biedronia się nie zmienia. Od moich słupskich znajomych wiem, że rządzi miastem dobrze. I o to na samym końcu w jego robocie chodzi.

czwartek, 23 lutego 2017

Straciła pracę w „Na dobre i na złe” za robienie loda figurce świętego papieża


Miałem nie pisać o głośnym spektaklu „Klątwa”, który od soboty gra warszawski Teatr Powszechny, a trąbią o nim wszystkie media. Dla niewtajemniczonych. To ta sztuka, w której na samym początku na scenę wyjeżdża pomnik papieża Jana Pawła II z penisem we wzwodzie, a aktorka robi tej figurce loda. Byłem, widziałem, więc naprawdę mogę się wypowiedzieć. I właśnie o tę aktorkę chodzi. Nazywa się Julia Wyszyńska. Masowej publiczności znana jest z serialu TVP2 „Na dobre i na złe”, ale nie będzie już występować w roli lekarki. Jacek Kurski zdecydował, że zwalnia ją z pracy. Czułem, że tak będzie... 

 foto.TVP.pl

Wybitny reżyser Kazimierz Dejmek powiedział kiedyś, że aktor jest od grania, a dupa od srania. I powiedział to w czasach naprawdę trudnych dla artystów, w stanie wojennym. Powiedział to Gustawowi Holoubkowi, gdy on i jego – sympatyzujący z Solidarnością - koledzy nie mieli się gdzie spotykać. Rozumiem tę myśl tak, że aktor ma służyć ludziom, publiczności, widzom i nimi się zajmować. A nie politykami czy politykierami. Aktor to zawód. Polega na tym, że udaje się kogoś innego. Czasem pedofila, czasem gwałciciela, czasem kogoś kto leje żonę, czasem się udaje, że się robi loda (w niektórych filmach się nie udaje). Czasem się udaje,że loda robi się szefowi, a czasem księdzu. Sam we własnej książce, w „Geju w wielkim mieście” ( KUP PAKIET: "GEJ W WIELKIM MIŚCIE" i "CHYBA STRZELĘ FOCHA" TU ZA 34,93 zł ), mam wątek sekretnych homoseksualnych orgii organizowanych przez księży. I gdyby to był film aktorzy musieliby to zagrać. Bo tak jest w scenariuszu. Koniec, kropka.

Jacek Kurski, przykładny mąż, który wcale nie rozwiódł się żoną, uznał że Pani Julia Wyszyńska robiła loda naszemu świętemu naprawdę. Ma też w „Klątwie” drugą kontrowersyjną scenę. Rozważa możliwość zbiórki pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego, do której ostatecznie nie dochodzi. Nie bardzo wiadomo co bardziej rozsierdziło prezesa TVP. Oficjalnie laska robiona figurce. „Ta pani sama podjęła decyzję o zerwaniu współpracy z TVP dokonując aktu zbezczeszczenie postaci świętego Jana Pawła II. Takich rzeczy nie można akceptować” - powiedział Kurski. No więc prezesie kochany! Czy teraz z seriali TVP znikną wszyscy aktorzy, którzy grali – GRALI, podkreślam - w teatrze czy w filmach kontrowersyjne role? Czekam na to! Zapewne znajdą się takie aktorki, które mają na koncie rolę kochanki księdza. Albo aktorzy, którzy GRALI pedofilów i udawali seks z dzieckiem. Albo śpiewali piosenki wyśmiewające kler. Też znikną? Szkoda, że prezes TVP idzie drogą władz PRL, które męczyły aktorów i utrudniały im życie.

Bardzo bym chciał, żeby obsada „Na dobre i na złe” ujęła się za koleżanką i odmówiła dalszego udziału w serialu. Bardzo bym chciał, by pokazali Kurskiemu środkowy palec. Co wtedy zrobi? Zdejmie z anteny serial, który ciągnie tę jego ryjącą po dnie telewizję? Niech zdejmuje. Ktoś inny kiedy przyjdzie i wznowi produkcję, ale sumienie aktorzy będą mieć czyste.

[AKTUALIZACJA] Pani Wyszyńska sama odeszła odeszła z serialu TVP już w grudniu. Widać Pan Kurski to taki szef, który nie wie kto u niego pracuje i zwalnia niepracujących. A sam fakt, że przyszło mu coś takiego do głowy jest karygodny. To terror, próba prewencyjnego zastraszenia aktorów, żeby grali, ale tylko bogobojne dewotki, matki gromadki dzieci pobierającej 500+ lub żony żyjącej zgodnie z nauką kościoła.

Jeśli zaś chodzi o „Klątwę” to jest mocna, nawet bardzo. Ale na pewno to nie jest sztuka o bezczeszczeniu pamięci Jana Pawła II, ani nawet o robieniu mu loda. Mu, jako Karolowi Wojtyle. Ta scena wyrwana z kontekstu może tylko oburzyć bigotów, nic więcej. „Klątwa” to opowieść o zabobonie, który zawładnął ludzkimi duszami. O stereotypie, który rządzi Polakami. O hipokryzji, która zrosła się z nami tak bardzo, że jej nie zauważamy. „Klątwa” jest wreszcie o krzywdzie, którą sobie wyrządzamy. Uderza w Kościół, fakt. W Kościół jako chciwą instytucję pełną zabobonów, stereotypów i hipokryzji. Ale na pewno nie uderza w ludzi wierzących, ani w czystą i prostą wiarę w Boga. Bo w moim przekonaniu Bóg i Kościół to często dwie różne bajki.

czwartek, 9 lutego 2017

No to państwo wzięło się za gejów...Akcja Hiacynt 2017

Nie dopuścić do zarejestrowania w Polsce homoseksualnego małżeństwa zawartego w innym kraju i pilnie przyglądać się tym, którzy chcieliby pobrać z Urzędu Stanu Cywilnego dokumentu, który mógłby umożliwić zawarcie małżeństwa (także homoseksualnego) za granicą. Tak zaleciła USC Prokuratura Generalna. Pierwsza część pisma uzasadniona jest tradycyjnie: „związki jednopłciowe mogą zagrozić małżeństwom heteroseksualnym”. Bo z pewnością jest tak, że nagle heteroseksualni mężczyźni i heteroseksualne kobiety, gdy tylko można będzie wziąć ślub z osobą tej samej płci, zaczną się rozwodzić i pobierać z facetami i kobietami. Z pewnością tak będzie! Zagrożenie jest niezwykle realne. 

Mnie jednak dużo bardziej zaciekawił ciąg dalszy. Przyglądać się tym, którzy w polskich urzędach będą starać się o zaświadczenie potwierdzające, że nie mają w Polsce męża lub żony i bez przeszkód mogą się pobrać w innym kraju lub z przedstawicielem innego kraju. A jak już się ktoś zacznie uważnie i szczególnie przyglądać, grzebać, gmerać to z pewnością coś znajdzie.  Zwłaszcza,  że państwo chciałoby także wiedzieć z kim mieszkamy. Taka informacja ma być dostępna w Systemie Rejestrów Państwowych, który funkcjonuje od dawna. SRP to baza, dzięki której możliwe jest załatwianie różnych spraw bez chodzenia do urzędu w miejscu zameldowania.To sprawy tj.   składanie w dowolnie wybranej gminie wniosku o dowód osobisty czy odbierania aktu urodzenia, ślubu czy zgonu. Dotychczas nie było w nim informacji takich jak nazwisko, mail, telefon osoby, z którą dzielimy mieszkanie. Bez względu na to czy jest to chłopak, kochanek, brat czy zwykły sublokator. Tego chce Ministerstwo Cyfryzacji. I teraz złóżmy te dwie informacje w jedno. Dwóch  facetów (niezależnie od siebie) starało się o zaświadczenie, że są wolni. Gorliwy urzędnik to odnotował. A potem inny urzędnik sprawdził sobie w kartotece, że panowie zadeklarowali iż mieszkają razem. Czyli co? Czyli pedały!  A skoro pedały, to może się ukrywają? Może rodzina nie wie? Może pracodawca nie wie? A może pedały pracują w administracji rządowej? A może nie powinni tam pracować? Może ta wiedza się jednak przyda do miękkiego (lub twardego) wpływania na zachowania, decyzje tych podłych pedałów? 



Jestem w trakcie pisania kolejnej książki, ale wciąż nie mogę oderwać się od poprzedniej. W "Różowych Kartotekach" (KUP "RÓŻOWE KARTOTEKI" TUTAJ ZA 24,43 zł), ich główny bohater, Ksawery Downar - prawicowy polityk, kandydat na prezydenta RP - padł ofiarą takich właśnie, zebranych bezprawnie i bezczelnie informacji. Był jedną z ofiar Akcji Hiacynt, prawdziwego i haniebnego zdarzenia w historii Polski i polskich homoseksualistów. Władze komunistyczne najpierw zebrały o facetach intymne informacje, a potem z nich korzystały. To było 1985 roku. Dziś mamy 2017. I zdaje się, że na naszych oczach rodzi się druga odsłona Hiacynta.  W wolnej Polsce, w środku Europy...