czwartek, 12 września 2013

Rusin pod ochorną

Rusin pod ochroną

Nie myślałem, że Kinga Rusin czymś jeszcze mnie zaskoczy. Warszawa aż huczy od plotek, że na odcinek pracy z nią rzucani są zwykle niczego nie świadomi stażyści bądź nowi dziennikarze TVN. Dlaczego? Podobno współpraca z panią Rusin to mordęga i wszyscy, którzy mieli wątpliwą przyjemność to robić twierdzą, że powinni dostać dodatek za pracę w trudnych warunkach. Fochy, opryskliwość, pretensje są ponoć na porządku dziennym. Okazuje się, że TVN dopieszcza swoje gwiazdki i robi z nich coś na kształt polskiej Oprah Winfray. Pani Magdę Mołek i Kingę Rusin po programie do auta odprowadza najprawdziwszy ochroniarz. Uśmiechnąłem się pod nosem i natychmiast zrobiło mi się w głowie pytanie: po cholerę? Czyżby na Kingę Rusin w drodze z budynku do auta rzucali się nachalni fani? A może obnażają się przed nią zboczeńcy pragnący zaprezentować gwieździe swoje precjoza? Czy Kinga Rusin naprawdę nie może zaparkować auta na parkingu podziemnym, który prawdopodobnie jest pod budynkiem na ul. Hożej w Warszawie (tam jest studio Dzień Dobry TVN)? A może chodzi o zwyczajne pompowanie próżności tych wszystkich telewizyjnych tworów? A nóż podchwyci to pudelek czy poltek i przez parę dni będzie się o GWIEŹDZIE Kindze Rusin mówiło? Robi się w gwiazdeczek nadludzi, którzy nie mogą swobodnie chodzić ulicami. Szkoda, że nie rozwijają im jeszcze czerwonego dywanu, albo nie zamykają ruchu w połowie Warszawy bo idzie Rusin. Całkiem niedawno spotkałem w Łazienkach Bronisława  Komorowskiego z żoną. Spacerowali sobie pod rękę, powoli, usiedli nawet na ławce. Raz po raz pozowali do zdjęć, gadali z zaskoczonymi ich obecnością ludźmi. Rozejrzałem się za jakim funkcjonariuszem BOR, bo nie chciało mi się wierzyć, że prezydent spaceruje po parku bez obstawy. Faktycznie, towarzyszył im BOR-owiec, ale był niewidoczny. Ubrany w dres facet wyglądał jak zwykły warszawiak. A z Kinga Rusin po centrum Warszawy łazi niemal świecący koleś. Jak lans to lans. I przy tej okazji przypomniała mi się pewna sytuacja. Kiedyś osobiście widziałem Kingę Rusin w akcji. Wyszedłem w toalety w jednej z kawiarni na warszawskim Krakowskim Przedmieściu. Następna w kolejce czekała ONA (jeszcze wówczas bez ochrony). Wyraźnie zniecierpliwiona zmierzyła mnie wzrokiem i poprosiła obsługę kawiarni by ... ktoś wszedł do wc przed nią i sprawdził czy wszystko jest w porządku. I naprawdę żałowałem, że nie wysmarowałem na ścianie napisu "PUKNIJ SIĘ W ŁEB!"