niedziela, 15 czerwca 2014

Lekarz ma leczyć czy ewangelizować?




Aborcja jest czymś złym. W moim przekonaniu to nie podlega dyskusji. Nawet nie próbuję się domyślać, co czuje kobieta, która zmuszona jest poddać się zabiegowi. Polski kompromis aborcyjny mimo, ze kulawy to jest i dopuszcza przerwanie ciąży w kilku ściśle określonych przypadkach. O jednym z nich - za sprawą jednego z warszawskich ginekologów - od kilku dni dyskutuje cała Polska.Prof. Chazan odmówił aborcji kobiecie noszącej w sobie płód, który z powodu mnogości wad umrze jeśli nie w czasie ciąży to natychmiast po urodzeniu. Zasłonił się klauzulą sumienia, która zabranie nie tylko przeprowadzania aborcji, ale też badań prenatalnych, in vitro i przepisywania środków antykoncepcyjnych. Jako dziennikarz myślę sobie co by było gdyby rozszerzyć klauzulę sumienia na inne zawody? W tym na mój. Tak jak wszyscy ludzie jak i dziennikarze mają różne poglądy. Są wierzący i ateiści, są homofobiczni i tacy, którzy sprzyjają środowiskom homoseksualnym. Takie różnie można mnożyć w nieskończoność.  I weźmy teraz choćby kanonizację Jana Pawła II. Tego dnia dziennikarze, operatorzy kamer czy montażyści powinni zasłonić się klauzulą sumienia i powiedzieć "nie robimy"? Wszak dla nich Kościół to jedynie grupa ludzi połączona wspólną pasją, a Jan Paweł II był szefem tej grupy, który po prostu umarł. I w żadną świętość nie wierzą i nie chcą karmić  ludu tymi - ich zdaniem  - głupotami. Weźmy też adwokatów i sędziów. Szczególnie tych drugich. Mieliby zastrzec sobie w umowie o pracę, że ze względy na światopogląd nie będą orzekać w sprawach rozwodowych. Bo to grzech? Komuś się coś chyba pomyliło z tą klauzulą sumienia. Jeśli ktoś decyduje się być lekarzem i odmawia tego, co przysięgał - "po pierwsze nie szkodzić" - to chyba powinien zmienić zawód, albo co najmniej medyczną specjalizację. Jest tyle pięknych możliwości. Można być świetnym ortopedą lub okulistą, a nawet dermatologiem. W ostateczności można zostać księdzem, bo to kościół i msza są miejscami na głoszenie ewangelii i obronę życia poczętego. Takie rzeczy nie powinny dziać się w gabinetach lekarskich.  A jeśli ktoś czuje tego typu misję powinien iść do zakonu czy seminarium. W tych miejscach taka nieprzejednana postawa byłaby całkowicie zrozumiała. Pan profesor złamał prawo nie podając kobiecie w ciąży adres, gdzie mogłaby dokonać aborcji i za to powinien odpowiedzieć. W moim przekonaniu niezrozumiała jest także kwestia narzucania światopoglądu innym zatrudnianym w Szpitalu św. Rodziny w Warszawie lekarzom. Coś takiego jak zbiorowe sumienie szpitala raczej nie istnieje, szczególnie że wspomniany szpital jest placówką państwową. I nie da się tego obronić. A moim zdaniem sprawa jest tożsama z aborcją na życzenie, która w Polsce jest zabroniona. Gdyby pewnego dnia media poinformowały o lekarzu, który dokonał jej poza obowiązującymi ramami prawnymi to już zajmowałaby się nim prokuratura, a wszyscy obrońcy życia urządziliby mu publiczny lincz. Wszyscy zasłaniający się sumieniem i odmawiający wskazania drogi w przypadkach, gdy możliwa jest aborcja powinni wypić szklankę zimnej wody i przestać wydawać wyroki, osądzać. Bo jeśli wierzą w Boga powinni wiedzieć, że zrobić to lepiej niż oni.