niedziela, 4 września 2016

Program TTV miał być rozrywką, a obnażył polską patologię



Obejrzałem w TTV (chyba) pierwszy odcinek polskiej wersji programu „Damy i Wieśniaczki”. Wystąpiły Monika, „wieśniaczka” z Cedrowic w województwie łódzkim i Ania, „dama” z Warszawy. Niby jestem z małego miasteczka, niby wiem, że są w Polsce miejsca, gdzie nie ma kanalizacji, niby je widziałem, niby wiem jak żyją ludzie. Niby wreszcie wiem, że na potrzeby telewizji pewne rzeczy mogły zostać w jakimś stopniu podkręcone. Ale serce mi się rozdarło, gdy Monika weszła do łazienki Ani i nie wiedziała jak nalać wody do wanny (ale któż z nas nie miał problemów z obsługą nowego, nietradycyjnego kranu?), bo nie ma w domu łazienki i nigdy w życiu nie korzystała z wanny. Kobieta nigdy nie chodziła w szpilkach, rozpłakała się, gdy wzięła do ręki kosz z kosmetykami. Zatkało ją, gdy zobaczyła, że ma do wydania „na szmaty” 850 złotych (wydało mi się to nieco przesadzone, to rzeczywistość jednak rzadsza niż częstsza, nawet w Warszawie. Może jest tak w Warszafce), że zdrowe jedzenie z pudełek jest niedobre, a odchudzający masaż boli. 




Dobre wrażenie zrobiła na mnie „Dama” Ania. Była zaskoczona faktem, jak żyją ludzie na podłódzkiej prowincji. Była zaskoczona ich codziennością (załatwianie się w latrynie słusznie nazwała męczeniem człowieka), tym jak zarabiają na życie (w tym przypadku robieniem mioteł z patyków, 8 złotych za sztukę) jak się bawią, ale weszła w to. Co więcej, powiedziała świetne zdanie, że na wiejskiej zabawie jest lepiej niż w Warszawie, bo nie ma tam snobizmu. To prawda. Fajnie, że to dostrzegła. Bo w mniejszym mieście czy (szczególnie) na wsi szczerość to słowo, które generalnie się szanuje.  Super, że nie oceniła ludzi przez pryzmat tego gdzie i jak żyją, jak wyglądają. Stwierdziła, że nie może ich skrytykować, bo chociaż dla niej pewne rzeczy do obciach, to na wsi może być trend. Wzruszyła mnie. Pomyślałem sobie, że każdy wielkomiejski snob i każdy polityk powinien przymusowo zaliczyć taki obóz. Każdy powinien zobaczyć jakie życie toczy na prowincji. To wstyd, że w Polsce, wielkim europejskim kraju, który chce być liderem regionu mieszkają ludzie, którzy nie mają łazienki, a w gdy do niej wchodzą, czują się jak w obcej galaktyce. To wstyd, że władze zamykają oczy i udają, że tego nie ma. Jasne, że wieś będzie zawsze. Jasne, że wieś będzie inna niż miasto. Jasne, że są w społeczeństwie i bogaci i biedni, bardziej zaradni i mniej, bardziej aktywni i tacy, którzy wolą płynąć z prądem . Tak musi być i koniec. Nie jest jednak normalne, że wieś od miasta dzieli taka przepaść. Ta dysproporcja to patologia. W XXI wieku łazienka (nie wnikam w wyposażenie, chodzi po prostu o łazienkę i wodę) nie powinna być luksusem.

Na koniec Monika „Wieśniaczka”, powiedziała, że źle wyszła jej cytologia i już trzeci rok nie zgłasza się do lekarza. Mam nadzieję, że się jednak zgłosiła.