sobota, 25 kwietnia 2015

Umarł człowiek, a w Internecie rzeka żółci.

Mój ulubiony pisarz Zygmunt Miłoszewski w "Ziarnie Prawdy" napisał, że ulubione słowo Polaków to "żółć".  Nie tylko dlatego, że składa się z samych polskich znaków, ale przede wszystkim dlatego, że oddaje naszego narodowego ducha. Wczoraj wieczorem obiegła kraj informacja, że umarł Władysław Bartoszewski. Odkładam na bok fakt czy byłem Jego fanem czy nie. Każdy z nas lubi kogo chce i innym nic do tego. To indywidulana kwestia uzależniona od wielu czynników. Władysław Bartoszewski był jak Maria Czubaszek, albo się kocha, albo nie. Włączyłem rano komputer. Na Facebooku oczywiście prawie tylko o śmierci prof. Bartoszewskiego i trochę o wyborach. Odruchowo zacząłem czytać komentarze pod postami na ten pierwszy temat. Poniżej próbka:

 
 
 
Już jakiś temu odkryłem, że my jak naród nie mamy szacunku do śmierci i do zmarłych. Niemal za każdym razem, gdy umiera ktoś znany (szczególnie polityk) to klawiatury komputerów aż się grzeją od wyrażania opinii o zmarłym. Jasne, że nie wszystko jest takie jak to powyżej, ale w 60% jest właśnie takie. Facet stygnie, miał 94 lata, zaraz Go pochowają, nic już nie powie, nie odszczeknie  się. Jest bezradny. Więc można po nim jechać? Przecież to paranoja! Mnie wpojono zasadę, że o ile za życia można było kogoś skrytykować (nie mylić z mieszaniem z błotem) o tyle gdy już umrze mówi się o kimś dobrze lub wcale. Prawda stara jak świat i naprawdę łatwa do zastosowania. Widać nie dla wszystkich. Zamiast się zamknąć to mielą jęzorami. I to publicznie! Ja bym się nawet wstydził napisać coś takiego na portalu, gdzie znajomi widzą co i jak skomentowałem. A przecież umierały już osoby publiczne, których nie darzyłem ani sympatią, ani szacunkiem za poglądy czy działalność. Mimo to nie napisałem czegoś takiego:


I tak sobie myślę, że pewnego dnia odejdzie Jarosław Kaczyński, Lech Wałęsa czy Leszek Miller. O każdym z nich mam wyrobione zdanie. I mimo, że w różnym czasie ich poglądy czy działania doprowadzały mnie do szału (czego wyraz dawałem również na tym blogu) to gdy nadejdzie informacja, że któryś z nich zmarł nigdy w życiu nie będę wypisywał tekstów, jakie czytam przy okazji śmierci Władysława Bartoszewskiego. Bo nawet jeśli nie przepadaliśmy za kimś, kto umiera mając 94 lata to jesteśmy mu winni milczenie jeśli nie ze względu na życiorys to na pewno na wiek.