niedziela, 19 kwietnia 2015

Wszystko dla rozgłosu? Nawet symbol SS?

 
Foto: Facebook M. Witkowskiego
 
 
 
Kilka miesięcy temu Michał Witkowski wziął udział w programie "Ugotowani" i na jedną z kolacji jako element stylizacji włożył opaskę z symbolem Polski Walczącej. Młody Chajzer się oburzył, strzelił focha, a postawiony pod ścianą Witkowski zdjął opaskę. Minął jakiś czas, a Witkowski chyba chciał sam siebie przelicytować i publicznie wystąpił ze znakiem SS na głowie... Rzuca nim od ściany do ściany. Od Polski Walczącej, po symbol nazistów. Za Wikipedią przypomnę: "Oddziały SS stanowiły również załogi obozów koncentracyjnych. Do końca wojny SS stało się najpotężniejszą organizacją w III Rzeszy. Jej członkami byli najbardziej fanatyczni zwolennicy nazizmu (...). W czasie wojny oddziały SS wykazały się wyjątkową brutalnością, szczególnie gdy były rzucane do walk z partyzantami.
 
 
 
Nie chce mi się wierzyć, że Michał Witkowski - facet niezwykle inteligentny, oczytany i niewątpliwe znający historię popełnił taką skandaliczną gafę przez przypadek. Nie trzeba być jakimś wybitnym specjalistą w dziedzinie historii. by ten znak rozpoznawać i mieć na jego widok jeśli nie dreszcze to na pewno respekt. Autor "Lubiewa" potwierdza moje przypuszczenia. Zdjęcie opisał bowiem tak:
 
 ”za treści wyrażone kapeluszem nie odpowiadam”.
 
 
Przepraszam bardzo. To kto odpowiada? Nic nie wiem o niepoczytalności Michała Witkowskiego, ale tego rodzaju wybryki wskazują, że z tą poczytalnością faktycznie coś może być nie tak. Jest na świecie ileś symboli, który "używanie" jest zwyczajnie skandaliczne. Wśród nich jest niewątpliwie swastyka i symbol SS. Za chwilę okaże się, że - niczym Robert Langdon  z powieści Dana Browna - Witkowski udowodni nam, że błyskawice esesmanów w rzeczywistości znają coś innego, a naziści (podobnie jak swastykę) tylko ten symbol przejęli. Niestety, dziś kojarzą się jednoznacznie i każdy z nas powinien o tym pamiętać. Twórca kultury i pisarz szczególnie.
 
 
Zdaję się, że polskie prawo zakazuje propagowania "faszystowskiego lub innego totalitarnego ustrój państwa", ale wszystko wskazuje na to, że tu ten przepis nie znajdzie zastosowania, bo   "blogerka" będzie mogła powołać się na poniższy zapis ustawy o publicznym propagowaniu faszyzmu i nawoływaniu do nienawiści .
 
"§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej."
 
 
Chociaż cholera wie. Może Witkowski liczy na to, że będzie ścigany? Do sądu przebierze się za Matkę Boską i znów będzie skandal ...
 
Odnoszę wrażenie, że Michał Witkowski już sam nie wie, co zrobić, żeby podsyć zainteresowanie swoją osobą. Mam pomysł, może niech wróci do korzeni i napisze dobrą książkę? Wtedy wszyscy będą o nim mówić. Na bank.