czwartek, 9 lutego 2017

No to państwo wzięło się za gejów...Akcja Hiacynt 2017

Nie dopuścić do zarejestrowania w Polsce homoseksualnego małżeństwa zawartego w innym kraju i pilnie przyglądać się tym, którzy chcieliby pobrać z Urzędu Stanu Cywilnego dokumentu, który mógłby umożliwić zawarcie małżeństwa (także homoseksualnego) za granicą. Tak zaleciła USC Prokuratura Generalna. Pierwsza część pisma uzasadniona jest tradycyjnie: „związki jednopłciowe mogą zagrozić małżeństwom heteroseksualnym”. Bo z pewnością jest tak, że nagle heteroseksualni mężczyźni i heteroseksualne kobiety, gdy tylko można będzie wziąć ślub z osobą tej samej płci, zaczną się rozwodzić i pobierać z facetami i kobietami. Z pewnością tak będzie! Zagrożenie jest niezwykle realne. 

Mnie jednak dużo bardziej zaciekawił ciąg dalszy. Przyglądać się tym, którzy w polskich urzędach będą starać się o zaświadczenie potwierdzające, że nie mają w Polsce męża lub żony i bez przeszkód mogą się pobrać w innym kraju lub z przedstawicielem innego kraju. A jak już się ktoś zacznie uważnie i szczególnie przyglądać, grzebać, gmerać to z pewnością coś znajdzie.  Zwłaszcza,  że państwo chciałoby także wiedzieć z kim mieszkamy. Taka informacja ma być dostępna w Systemie Rejestrów Państwowych, który funkcjonuje od dawna. SRP to baza, dzięki której możliwe jest załatwianie różnych spraw bez chodzenia do urzędu w miejscu zameldowania.To sprawy tj.   składanie w dowolnie wybranej gminie wniosku o dowód osobisty czy odbierania aktu urodzenia, ślubu czy zgonu. Dotychczas nie było w nim informacji takich jak nazwisko, mail, telefon osoby, z którą dzielimy mieszkanie. Bez względu na to czy jest to chłopak, kochanek, brat czy zwykły sublokator. Tego chce Ministerstwo Cyfryzacji. I teraz złóżmy te dwie informacje w jedno. Dwóch  facetów (niezależnie od siebie) starało się o zaświadczenie, że są wolni. Gorliwy urzędnik to odnotował. A potem inny urzędnik sprawdził sobie w kartotece, że panowie zadeklarowali iż mieszkają razem. Czyli co? Czyli pedały!  A skoro pedały, to może się ukrywają? Może rodzina nie wie? Może pracodawca nie wie? A może pedały pracują w administracji rządowej? A może nie powinni tam pracować? Może ta wiedza się jednak przyda do miękkiego (lub twardego) wpływania na zachowania, decyzje tych podłych pedałów? 



Jestem w trakcie pisania kolejnej książki, ale wciąż nie mogę oderwać się od poprzedniej. W "Różowych Kartotekach" (KUP "RÓŻOWE KARTOTEKI" TUTAJ ZA 24,43 zł), ich główny bohater, Ksawery Downar - prawicowy polityk, kandydat na prezydenta RP - padł ofiarą takich właśnie, zebranych bezprawnie i bezczelnie informacji. Był jedną z ofiar Akcji Hiacynt, prawdziwego i haniebnego zdarzenia w historii Polski i polskich homoseksualistów. Władze komunistyczne najpierw zebrały o facetach intymne informacje, a potem z nich korzystały. To było 1985 roku. Dziś mamy 2017. I zdaje się, że na naszych oczach rodzi się druga odsłona Hiacynta.  W wolnej Polsce, w środku Europy...