poniedziałek, 17 lutego 2014

O leczeniu geja...

Ciężki dzień za mną. A wszystko zaczęło się wczoraj, gdy "Newsweek" opublikował okładkę numeru, który dziś trafił do kiosku. Siedziałem sobie oglądając Igrzyska i nagle zaczęły przychodzić SMS-y i wiadomości na Facebooku. Treść była w zasadzie jedna: "zobacz okładkę nowego Newsweeka". Zobaczyłem i zamarłem. "Jak Kościół wypędzał ze mnie geja" - głosi napis tuż obok zdjęcia młodego chłopaka w krawacie. Zabrzmiało jakby znajomo. Jest też podtytuł: "Nasz dziennikarz udawał homoseksualistę, by sprawdzić jak wygląda terapia po katolicku." Przecież ja to nie tak dawno temu zrobiłem! Przecież ja to opisałem w książce! Przecież ja to wydałem! - pomyślałem. No przecież w czerwcu ubiegłego roku napisała o tym "Polityka", w której się wypowiadałem. Byłem zdziwiony, że teraz robi to "Newsweek"  i sprzedaje to na okładce. Niczym jakąś wielką sensację. Tliła się we mnie nadzieja (i nie tylko we mnie), że autor tego najnowszego tekstu jakoś się na moją książkę lub na "Politykę" powoła. Niestety. Dziś rano nadzieje padły trupem. Zasiadłem do czytania i ... czułem się jakbym czytał streszczenie własnej książki w gazecie.Wrażenie niesamowite, przyjemność wątpliwa.

Te same okoliczności (zapewnienia o licznych uzdrowionych, gej to nie mężczyzna, homoseksualnej orientacji winne są trudne relacje z ojcem, wyjazdowe spotkania grupy, zajęcia sportowe, spotkanie z psychologiem), podobne opisy, nazewnictwo („zakaz mówienia „gej” - sugerowana forma „niechciane skłonności homoseksualne”) a nawet podsumowanie: uczestnik terapii rezygnuje, bo ma dość. Wystarczy mu to, co widział. Jeszcze wczoraj napisałem na fanpejdżu "Newsweeka":

„Drodzy Państwo, dlaczego tak bezceremonialnie skopiowaliście mój pomysł??? Pół roku temu według tego samego przepisu napisałem książkę "Chyba strzelę focha!". Chodziłem na terapię na potrzeby książki, opisałem to. I osoby z "Newsweeka" wiedziały, ze taka książka ma się ukazać. Napisała o tym "Polityka". Czemu odczekaliście pół roku i sprzedajecie to jak swoje?”

W odpowiedzi przeczytałem:

„Dzień dobry, rozumiemy Pana dumę z na pewno dobrej książki. Jednak musimy Pana rozczarować. Autor artykułu dopiero teraz się o niej dowiedział. Co gorsze na podobnych terapiach byli wcześniej dziennikarze w USA i Wielkiej Brytanii. Zrobili to także przed publikacją Pana książki. Przykro nam.." 

Mnie też jest przykro. Widać autor niezbyt dokładnie przygotowywał się do pisania swojego tekstu. Po wpisaniu w wyszukiwarkę Google hasła „leczenie z homoseksualizmu” już na pierwszej stronie z wynikami wyskakiwał link do materiału Joanny Podgórskiej z „Polityki”, który "Polityka" dziś przypomniała.




Mimo złości, nie będę się rzucał. Nie będę nikogo o nic oskarżał. Nie będę sugerował, że ktoś czymś się zainspirował. Nie będę pytał co kto czytał, a czego ktoś nie czytał. Nie znam an te pytania odpowiedzi. Co więcej, nigdy nie poznam. Ocenę pozostawię ludziom. Moim Czytelnikom, Czytelnikom "Polityki" i "Newsweeka". Ufam, że potraficie wyciągnąć właściwe wnioski.

Mam chociaż nadzieję, że po (jednak mało innowacyjnym) tekście "Newsweeka", po tekście "Polityki" i po książce "Chyba strzelę focha!" kolejne osoby nie dadzą się nabrać na tzw. terapie leczenia z homoseksualizmu.