piątek, 21 lutego 2014

Sprawa Biedronia. Sorry Polsko

Internet donosi dziś o sprawie pobicia Roberta Biedronia. Na wstępnie zaznaczam, że Pana Posła nie znam i nigdy go nie spotkałem. Nigdy nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa.

O zdarzeniu doniósł wczoraj na FB sam pokrzywdzony.

 "Kolejny raz zostałem uderzony na ulicy. I tym razem podobnie - za to, że jestem wg. panów 'parówą', 'ciotą' i 'pedałem'. Ile jeszcze razy?".



I wiecie co? Rzygać mi się chce na to państwo. Dwóch gości, w środku miasta wyzywa i podnosi rękę na innego faceta. I to posła! Pomijam orientację Biedronia (chociaż dla agresorów to była spraw zasadnicza). Dużo bardziej smutne jest to, że policja jechała na warszawską Ochotę (jakieś 15 minut tramwajem od Dworca Centralnego) jechała godzinę. To jak długo jechałaby to zwykłego człowieka, którego ktoś postanowiłby uderzyć na środku ulicy? 3 dni? Tydzień?

Biedroń zrobił zdjęcia dwóm (jak sądzę) "prawdziwym Polakom" i okazało się, ze to listonosze prywatnej firmy. Jakim zakutym łbem trzeba być, żeby:

1) podnosić na kogoś rękę
2) podnosić rękę na posła!

Przecież to trzeba nie mieć mózgu! Powiem szczerze, że naprawdę nie sądziłem, ze takie rzeczy dzieją się w Warszawie, w 2014 roku. Myślałem, że tu homofobia aż tak się nie panoszy. A nawet jeśli kto ma takie zapędy to tłamsi je w sobie ze względu na poprawność polityczną.

Agresja wobec gejów nie bierze się znikąd. Bo skoro wolno posłom PiS-u i katolickim księżom szkalować nas słowami, nieustannie nas obrażać, lżyć z nas to czemu mają nie robić tego ich wyborcy? Już nie słowem, ale też czynem? Skoro wolno posłowi...

Przyszła mi do głowy jeszcze inna myśl. Przed nami prawdziwy wyborczy maraton. Już widać, że "granie gejami" będzie uskuteczniane na każdym kroku, a podsycanie nienawiści do osób homoseksualnych, nazywanie nas pedofilami i strasznie nami dzieci i dorosłych będzie prawicowym paliwem. Ciekawe co będzie później? Już po wygranej prawicy. Możliwości są dwie.

Wykorzystają nas w trakcie kampanii, a potem porzucą i przez kolejne lata będzie względny spokój. Albo tuż po ogłoszeniu wyników wyborów zaczną nas wywlekać z mieszkań, golić głowy, prowadzić ulicami i oblewać fekaliami, a na końcu wieszać na centralnych placach miast. A książka "Gej w wielkim mieście" będzie na indeksie Ksiąg Zakazanych i dostępna będzie jedynie w drugim obiegu.

Mam serdecznie dość tego kraju, w którym politycy myślą wyłącznie osobie. Kraju, w którym mam wybór między dżumą, a cholerą. Po jedna partia jest ślicznie upudrowana, a pod makijażem wszystko gnije, a działacze kalkulują jak przetrwać na stołku kolejny miesiąc. I na wszelki wypadek nie robią nic. A druga (pretendująca do przejęcia władzy) nie ukrywa nawet swojej nienawiści to jakiejkolwiek, w tym seksualnej, odmienności. Trzecia, po latach grzania opozycyjnej ławy, partia jest już tak głodna władzy, że nie jest w stanie tego ukryć.


Mam zbrzyda do tego kraju do tego stopnia, że nie wiem czy byłbym w stanie ryzykować dla niego życie. Tak jak robią to teraz Ukraińcy. Kolejny atak na Biedronia sprawia, że mogę powtórzyć za Marią Peszek: Sorry Polsko.