wtorek, 18 marca 2014

Ile w Polsce zarabiają pisarze?

Głośno ostatnio o Kai Malanowskiej, pisarce nominowanej do Nike i Paszportu Polityki za książkę "Popatrz na mnie, Klaro!". Wszystko za sprawą pieniędzy i tego wpisu:

"6 800 złotych. Tyle za 16 miesięcy mojej ciężkiej pracy. Wiem, że wkurwiające jest wylewanie frustracji na FB, ale mam ochotę strzelić sobie w łeb. PIERDOLĘ TO, pierdolę pisanie, pierdolę wszystko. GÓWNO< GÓWNO< GÓWNO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I coś tam tego... pozdrawiam rynek czytelniczy."
 foto: Facebook K. Malanowskiej


"Gazeta Wyborcza" szacuje ile zarabiają najbardziej poczytni polscy pisarze. I tak: Wojciech Cejrowski - niemal 2 miliony za książkę). Dalej Małgorzata Kalicińska i Katarzyna Grochola (obie blisko 1 miliona), za nimi Wojciech Mann i Monika Szwaja (600 tysięcy), reporter Artur Domasławski (ponad 400 tysięcy).  Janusz Głowacki jest na ósmym miejscu (prawie 400 tysięcy), potem mamy jeszcze Szymona Hołownię i Kingę Rusin ( w okolicach 200 tysięcy). Na sześciocyfrowe honoraria mogą podobno liczyć też Dorota Masłowska, Jerzy Pilch, Michał Witkowski. A co z resztą? Reszta - w tym ja - pisze raczej hobbystycznie. Ja wolę używać sformułowania "dla funu". Mam wielką frajdę z tworzenia alternatywnej rzeczywistości. Szczególnie po ciężkim dniu w pracy. Gdzie solidnie dali mi w kość. Wracam do domu otwieram komputer i przenoszę się do świata, w którym wszystko zależy ode mnie. Jestem panem życia i śmierci. Lubię to. Nie uważam się za żadnego pisarza, jestem po prostu autorem dwóch książek, pisze trzecią. Nie dostałem nagród, ale nie cierpię z tego powodu. Nigdy nie zakładałem, że będę żył z pisania. A już w trakcie promocji "Geja w wielkim mieście" zorientowałem się, że "branża" nie jest pomocna i ciężko będzie zarobić nawet na porządne wakacje. Na początku dziwiło mnie, że media czy osoby powszechnie znane jako obrońcy praw mniejszości i postrzegane jako przyjaciele gejów nie odpisują na maile moje czy wydawcy. Oczy otworzyła mi znająca show biznes przyjaciółka, która wyjaśniła: "gejem to ty będziesz dla nich jak zaczniesz bywać na ściankach i gdy cię dopuszczą, a póki co to jesteś - wybacz - konkurencja i zwykły pedał. Jesteś poza salonem!". Rozbawiło mnie to. Nie zraziłem się, napisałem "Chyba strzelę focha!". Może i jestem zwykły pedał, ale ileś tych moich książek sprzedałem, zarobiłem porównywalną do Kai kasę, ileś osób napisało do mnie, że sprawiłem im radość. I o radość tu chodzi, nie o pieniądze. Pewnie na takie wyznanie jak Ona bym się zdobył, ale bliżej jest mi do zrozumienia frustracji Kai Malanowskiej niż pretnsji osób, które ją skrytykowały. Bo zrobili to ludzie, którzy chyba raczej tylko piszą i tym zarabiają na chlebek z masełkiem. Nie odezwał się nikt z tych maluczkich, którzy każdego dnia zapieprzają i zarabiają, by mieć na ratę kredytu. A może i się odezwał, tylko oczywiście głos planktonu nie został usłyszany przez WIELKIE media. Też byśmy chcieli mieć spokojną głowę, wstawać, pisać od 10  do 18. Codziennie, sumiennie i regularnie Albo podróżować i oddawać się zbieraniu materiałów, ale sorry. Taki przywilej mają tylko nieliczni. Nie, nie zazdroszczę im kasy czy splendoru. Ani jedno, ani drugie nigdy nie było i nie będzie moim celem.  Jeśli słowo zazdrość miałby się pojawić to raczej w kontekście wspomnianego spokoju ducha. Gdy głowa jest spokojna można zająć się pisaniem. Wtedy pisanie wychodzi dużo lepiej.  Szkoda tylko, że i na naszym poletku zastosowanie znajdują powiedzenią, że syty głodnego nie zrozumie, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 

I szczerze mam nadzieję, że co całe zamieszanie wokół Kai sprawi, że sprzedaż jej się nakręci, albo że zekranizują jej książkę i w lipcu dostanie co najmniej 60 tysięcy złotych :)