niedziela, 9 marca 2014

Czemu 49% Polaków nie chce umierać za Polskę?



Czy dziwi Was ten sondaż? Czy dziwi Was, że 49% z nas nie ma ochoty przelewać krwi lub tracić zdrowia za Ojczyznę?Że tylko 43% powiedziało na pytanie "tak" lub "zdecydowanie tak"? Bo mnie nie dziwi. Kto by chciał umierać za kraj, który ma go w nosie? Żeby nie powiedzieć, że zupełnie gdzie indziej... Gadałem o ty niedawno z kumplem. Od zawsze ma umowę śmieciową. Nie ma ubezpieczenia, nie przysługuje mu żadna emerytura. A facet ma 34 lata. Jego pracodawca (duża telewizja) od 10 lat nie chce mu dać umowy o pracę. I Grześ mówi mi tak:

"wyobraź sobie, że wybucha wojna. Biorą mnie do woja, dają karabin i mówią: strzelaj do Ruska. Ja strzelam, Rusek strzela do mnie. Trafia, ląduję w szpitalu i co? I okazuje, że nie mam ubezpieczenia. Nie mówię, że szpital by mi nie pomógł i załóżmy amputowaliby mi nogę czy rękę, albo coś innego co by uniemożliwiło pracę. Co potem? Kto jak kto, ale NFZ na pewno przetrwałby wojnę i tydzień po podpisaniu pokoju przysłaliby mi rachunek za usługi medyczne. I z czego bym płacił, gdyby okazało się, że nie jestem zdolny do pracy, a żadnej renty czy emerytury nie ma, bo 10 lat zapieprzam, a nie mam odprowadzonej żadnej składki.Wtedy Ojczyzna umrze za mnie?"

Dalej przypomniał mi kilka tragicznych przypadków, gdy żołnierze wracali z misji zagranicznych bez kończyn czy z innymi dolegliwościami. Przed sądami musieli walczyć z Ojczyzną o należną opiekę i kasę na życie dla siebie i swoich rodzin.

Spawa tych nieszczęsnych ubezpieczeń to oczywiście czarny scenariusz. Trochę przerysowywany, pokazany w krzywym zwierciadle.  Potraktujmy to jako symbol. Z wojną jest trochę jak z przyjaźnią. Dla przyjaźni jesteśmy w stanie zrobić wiele, niektórzy nawet wszystko.Wiemy jednak, że obowiązuje to też drugą stronę. Osobiście nie sądzę, że by Ojczyzna, a raczej ci, którzy nią rządzą byli moimi przyjaciółmi i byliby w stanie poświęcić dla mnie swoje życie i zdrowie. 49% z nas ma widocznie wrażenie, że państwo robi nas w konia. Pod wieloma względami. Rozwarstwione społeczeństwo uważa, że państwo mówi tylko "daj", ale słowa "masz" już nie zna.Może to i mało patriotyczne, ale dziś osobiście przychylam się do tych 49%. Historia pokazuje, że wojny się kończą. A to nasze polskie, waleczne serce wyrywa się z piersi nie analizując, co w perspektywie jest dla niego i dla kraju lepsze. Zobaczcie na czeską Pragę, na Londyn i porównajcie je z Warszawą. Powie ktoś: mamy piękną, niepowtarzalną, historię. A ja powiem:  w 1939 w Warszawie mieszkało 1 289 000, a w 1945 po wojnie, która dała nam tę "piękną", niestety splamioną krwią historię, zaledwie 422 000. I nie muszę dodawać, że zginęli także Ci, którzy mogliby i z pewnością pchnęliby do przodu. Polaków w 1938 roku było 34,849 mln, a w 1946 -23,930 mln. Polacy walczyli, umierali, tworzyli historię. I gdzie wylądowaliśmy po wojnie? Jakie są z tego wszystkiego wnioski?

I jak słyszę Kaczyńskiego, który z sejmowej trybuny mówi, że ludzie, którzy deklarują, że w razie wybuchu wojny natychmiast opuszczają kraj i nazywa ich niemoralnymi to krew się we mnie gotuje. Bo on i cała ta polityczna "elita" zostaliby albo ewakuowani, albo byliby zabezpieczeni tak, że włos by im z głowy nie spadł. A ty głupi obywatelu bądź żywą tarczą.

Na koniec jeszcze jedno. Pewna pani poseł wykrzyczała kiedyś z tej samej trybuny, z której przemawiał Kaczyński, że moja - jako homoseksualisty - przydatność społeczna jest żadna. Jak to? W trakcie pokoju jest żadna, a w trakcie wojny mam być mięsem armatnim?

Dziwią mnie raczej wypowiedzi niektórych komentatorów, którzy uznali, że wyniki sondażu są żenujące. Co żenujące?