niedziela, 10 sierpnia 2014

Terapia dla gejów? Wyślę Panu "Chyba strzelę focha!"





Nie mogę przejść obojętnie obok dyrdymałów, które od kilku dni głosi Pan Mateusz Dzieduszycki, rzecznik Kurii warszawsko-praskiej. Celowo pominę słowa o tym, że my homoseksualiści żyjemy nawet 20 lat krócej niż mężczyźni heteroseksualni (naprawdę nie widzi Pan niestosowności w posługiwaniu się badaniami sprzed 30 lat?!?!?!?!?! Nawiasem mówiąc chciałbym wiedzieć co to za badania i kto je zrobił? "Amerykańscy naukowcy"?). Pominę też wyniki rzekomych badań, wedle których podczas podniecenia u homoseksualistów są aktywne te same części mózgu, co podczas przeżywania traumy. Jednego jednak pominąć nie mogę. To co to nawoływanie do leczenia homoseksualistów. Wydawało mi się, że rzecznik Kurii to człowiek światły, którego horyzonty są szerokie, że to człowiek dla którego nauka nie jest wrogiem. Myliłem się, bo Pan Dzieduszycki za nic ma sobie stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia i naukowców zajmujących się badaniem ludzkiej seksualności. Do znudzenia będę przypominał, że wspomniana wyżej organizacja wykreśliła (i to nie wczoraj, a dobrych parędziesiąt lat temu!!!) homoseksualizm z listy chorób uznała, że orientacja homoseksualna jest równoprawna z heteroseksualną i biseksualną. Jak więc można chcieć leczyć coś co nie jest chorobą? Ja wiem, ze Kościołowi byłoby na rękę wieczne średniowiecze, stosy dla heretyków i zabobon, ale sorry... czasy się zmieniły. Panie rzeczniku, jeśli można zmienić orientację to to proszę mi to udowodnić. Niech pójdzie Pan na terapię, która zrobi z Pana geja. Jeśli się to Panu uda będę pierwszym, który zapisze się na terapię leczenia mojego homoseksualizmu. Mówi Pan w TOK FM "Byłem kiedyś na takiej sesji terapeutycznej dla osób, które chciały wyjść z homoseksualizmu". Skoro Pan był i widział tych oszukiwanych ludzi to powinien Pan wiedzieć jak wielka krzywda jest im tam wyrządzania, jak straszne bzdury im się wmawia, jak wykorzystuję się ich wiarę w Bogu, która podobno ma im pomóc w wygraniu walki, która niestety nie jest do wygrania. Pisząc "niestety" nie mam na myśli tego, ze homoseksualizm mi przeszkadza. Chodzi mi o to, że niestety żeruje się na ich wewnętrznym rozbiciu i wmawia się im, że to jak żyją zasługuje na potępienie. A nie jest to prawda. Mówi Pan, że mi (jako gejowi) Pan współczuje. W nosie mam Pan współczucie. Ja współczuję tym wszystkim, którym Pan mąci w głowie, których niemądrymi słowami doprowadza Pan do rozchwiania emocjonalne. A zapewniam, ze i tak nie jest im łatwo. Ja też widziałem ludzi, którzy próbowali się leczyć z homoseksualizmu. Widziałem jak bardzo - dopingowani przez Panu podobnych - tego pragnęli, jak bardzo się starali, jak strasznie chcieli spełnić oczekiwania otoczenia. Widziałem ich też w momencie, gdy (słusznie) dochodzili do wniosku, że "to się nie da". Widziałem jak się załamywali, widziałem jak tracili wiarę w Boga, w którego Pan również podobno wierzy. Widziałem jak wiele czasu musiało upłynąć zanim z wraków ludźmi, którymi stali się na "terapii" stali się znów silnymi częściami społeczeństwa. 

Jutro wyślę Panu swoją książkę "Chyba strzelę focha!", w której opisuję terapię, do której Pan nawołuje i jej następstwa. Zaznaczę odpowiednie fragmenty, żeby nie gorszyć Pana konserwatywnego sumienia literaturą opisującą życie gejów, którzy mamy nadzieję dożyją sędziwego wieku. Bez terapii. 

A może Pan wie po co Bóg stworzył gejów skoro są tacy źli i trzeba z nimi walczyć?