czwartek, 9 stycznia 2014

Gejowski znak czasów?

Pamiętam jak jakieś 7-8 lat temu pierwszy raz w życiu zalogowałem się na gejowski portal randkowy. Wydaje mi się, że to był bardzo popularny również teraz GayRomeo. Mało kto miał wtedy jeszcze cyfrowy aparat fotograficzny, więc aby umieścić tam swoje zdjęcie trzeba było najpierw je zeskanować, co skrzętnie czyniłem i ukradkiem logowałem się na Romka z komputera kuzynki, która miała już W DOMU internet (szkoda, że potem zapomniałem wyczyścić historię przeglądanych stron, ale to historia na inną okazję). Do dziś pamiętam fotkę w mojej ulubionej pomarańczowej bluzie z kapturem. Takim wielkim, który po założeniu zakrywał połowę twarzy. Niby pokazywaliśmy się w sieci, ale wszystko odbywało się bardzo dyskretnie.
"Z lekką taką nieśmiałością" :) Właściwe fotki i tak wysyłało się sobie mailem, po wstępnej rozmowie na portalu. Pamiętam kafejkę internetową na piętrze, na Cepelią w Warszawie, vis a vis Rotundy. byłem tam niemal codziennie. Zaledwie po kilka minut, bo za net trzeba było słono płacić. Nie było go w każdym domu na życzenie :) Nawet umawiałem się tam na randki. Nie raz i nie dwa. Pamiętam też te spotkania. Niby w miejscach publicznych, ale też bardzo dyskretne. Nikt nie chciał się za bardzo odsłaniać czy zbyt dużo o sobie mówić. Padało zwykle tylko imię (często zmyślone) a na pytanie o studia czy prace odpowiadało się bardzo na okrągło. Tak by coś mówić, ale w sumie nic nie powiedzieć. A dziś, w 2014 roku, w epoce Facebooka ta dbałość o ochronę szczegółów dotyczących siebie i swojego życia jest jakby mniejsza. Na fejsie olbrzymia większość występuje pod własnym, prawdziwym imieniem i nazwiskiem, pokazujemy wiele zdjęć z tego gdzie i z kim się spotykamy (także z gejowskich klubów), podajemy także gdzie pracujemy. Wszyscy mają wszystkich wśród znajomych. Komentują się i lajkują. Bez zbędnego ukrywania. O czym to świadczy? Geje wyszli z podziemia i przestali się wstydzić? Społeczeństwo się zmienia i wreszcie wie, że gej to też człowiek? A może to jest raczej tak, że korzystamy z możliwości, które daje FB i pewne komunikaty, szczególnie te mogące wskazywać na orientację, widzą wyłącznie ściśle określone osoby? A może wreszcie nic z tego co piszę nie nie ma miejsca? Może "otwartość" dotyczy to tylko środowiska gejowskiego w Warszawie i kilku większych miastach, a 20 km za Warszawą wszystko jest okryte tajemnicą, a sekrety jak były tak są?


 niektórzy pewnie nawet nie wiedzą, że kiedyś GayRomeo nie było obsługiwane po polsku :)

Jeszcze jeszcze jedna możliwość. Że na FB "znają się" użytkownicy portali, ale mówienie, że to wszyscy geje w Warszawie (Gdańsku, Wrocławiu czy Krakowie) to nonsens. Bo większość gejów żyje poza internetem i w życiu nie zalogowała się na żadnej gejowskiej sympatii. Co myślicie? :)