środa, 29 stycznia 2014

Wieczór u Państwa Tuksów po liście B.Kempy

"Większej histerii, większych głupstw już dawno nie słyszałem jak te, które dotyczą kwestii gender."

Powiedział Donald Tusk komentując założony przez posłankę Kempę parlamentarny zespół  "Stop ideologii gender". Rezolutna posłanka zatrwożona lekceważeniem szefa rządu napisała do niego list z apelem o opamiętanie. Po tym, jak premier ją olał i nie odpisał postanowiła napisać do ... jego żony, Małgorzaty.




"Jestem po lekturze książki pani Małgorzaty Tusk. Zdumiało mnie, że żona zdeklarowanego liberała powiedziała jasno i wyraźnie, że opowiada się za tradycyjnym modelem rodziny. To moim zdaniem odpowiedzialność za dzieci, dom. Proszę ją o wsparcie. Żeby przede wszystkim porozmawiała ze swoim mężem, aby jednak spowodował przegląd tych wszystkich programów nauczania i aby nie bagatelizował problemu." 

Beata Kempa w TVP Info





Już widzę najbliższe spotkanie państwa T.. 
Miejsce akcji: dom premiera w Sopocie.
Był piątkowy wieczór. Jak zwykle tuż przed rozpoczęciem weekendu on wrócił z Warszawy. Mimo, że mróz wciąż trzymał Donald nie był zziębnięty. Nie zdążył zmarznąć. Spędził na dworze zaledwie kilka chwil. Na lotnisku samochód czekał na niego tuż przy schodach samolotu. Przemierzenie odległości z auta do domu trwało zaledwie kilka chwil. 
- Dobry wieczór kochanie. - powiedział Donald wieszając w przedpokoju płaszcz.. Strzepał z włosów kilka płatków mokrego, świeżego i grubego śniegu, które delikatnie przyprószyły jego głowę i jeszcze się nie rozpuściły - Miałem fatalny tydzień. Te wszystkie problemy na Ukrainie. Szkoda gadać. Tam się może wydarzyć wszystko. - wyznał przemierzając salon.

W bujanym fotelu, przy kominku siedziała Małgorzata. Była otulona miękkim - pachnącym jej ulubionym płynem do płukania - kocem. W ręku trzymała ulubiony kubek z herbatą z goździkami, plasterkiem pomarańczy i laską wanilii. Delikatnie tylko osłodzoną. Z kubka unosił się nie tylko piękny zapach, ale i mgiełka pary. Herbata była gorąca. Donald nachylił się nad żoną, które spojrzenie wite było w ogień trawiący polana. Chciał pocałować żonę. Nie wiedział jej od pięciu dni. I gdy już miał nadzieję, że ich usta się spotkają Małgorzata zerwała się z fotela. Mało brakowało, a jedną z płoz przycisnęłaby stopę męża.

- Ty miałeś ciężki tydzień? - powiedziała zrzucając z siebie koc i odstawiając kubek z herbata na stół. - Jeśli ty miałeś ciężki tydzień to , co ja mam powiedzieć? - sięgnęła do kieszeni luźnej koszuli w kratkę, którą miała na sobie. - Co ty robisz? Na co ty mnie narażasz? Co ty robisz w tej Warszawie?!? - pytała coraz głośniej. 

- Ależ kochanie, co się stało. O co chodzi. Przecież ja nic nie zrobiłem.  - nieparadnie tłumaczył się Donald, bo istotnie nie wiedział o co chodzi żonie. Był pewien, że ma absolutnie czyste sumienie. W każdej kwestii.

- O to mi chodzi! - wyciągnęła w kierunku męża złożoną na cztery kartkę. - Dostałam list. Od kobiety.  Delikatnej, wrażliwej, zatroskanej o wspólne dobro ale i zdesperowanej, zniesmaczonej twoim zachowaniem, zdruzgotanej twoimi słowami! Sam już wiesz co jest w środku! Dobrze wiesz! - odwróciła się w stronę okna Małgorzata. Nawet nie próbowała ukrywać, że jest jej ciężko i że ta rozmowa wiele ją kosztuje. 

- Ależ kochanie. - dotknął jej ramion. 

- Nie myślałam, że będą do mnie pisać w twojej sprawie. Ja sobie nie życzę takich rzeczy. - powiedziała już dużo spokojniejszym tonem. - Nie może tak być. Śpisz dziś tu, na kanapie. Dziś, a może i jutro. Aż nie przemyślisz swojego postępowania...
- Małgosiu...
- Nie ma Małgosiu. I będzie tak za każdym razem, gdy ktoś z opozycji będzie mi się na ciebie skarżył. I  zapamiętaj sobie raz na zawsze! Od dziś konsultujesz ze mną wszystko, co mówisz i co robisz. Ty i twój rząd. Jasne?

Donald nie odpowiedział. 

- To wszystko co mam do powiedzenia. Dobranoc. - oznajmiła Małgorzata.
Pośpiesznie wyszła z salonu i udała się na górę, a on został sam. Mimo, że w pokoju było bardzo ciepło poczuł, że jest mu zimno. Na własnej skórze przekonał się czym jest kobieca solidarność i już bał się co zrobi Małgorzata, gdy postanowią do niej napisać Krystyna Pawłowicz i Anna Sobecka. I weź tu człowieku bądź premier, skoro inni myślą, że i tak rządzi żona... - pomyślał.
 * powyższy przebieg wydarzeń jest wyłącznie wytworem chorej wyobraźni Mikołaja Milcke :-)


Pani Premierowa powiedziała, że listu posłanki Kempy jeszcze nie otrzymała.